Część czwarta - Nie wywołuj WiDy z lasu....

Piękne dni nastały dla gildii. Panowała ogólna zgoda, spokój... Ataki były zwycięskie, rozmowy na czacie kwitły, złoto wpływało bez przymusu i lekką ręką... Zjawił się Acerek, wpłacający grzyby, co było dla nas niezwykle pomocne... W końcu nie można w nieskończoność tkwić na tym samym poziomie skarbca i trenera. Aż chciało się żyć!
W końcu na konto Żniwiarzy wpłynęło wystarczająco dużo złota, by zaatakować lochy. Zostałam zmuszona do zebrania się w sobie i pokonania magicznej bariery 50 poziomu... Wykonałam to dość szybko, chyba w dwa dni, nie pamiętam dokładnie. Marmoladka, nasz ulubiony, przezabawny członek mający setki różnych problemów (o tym w części piątej), oraz inni, co agresywniejsi Żniwiarze, zaczęli wypytywać o lochy. Chciałam już je kliknąć, gdy WiDa, jeden z nowych „nabytków” odezwał się rozsądnym głosem, by zaczekać. Nie miało sensu porywanie się z motyką na słońce, gdy nie byliśmy pewni wygranej, nasz skład był niepełny. Ponadto pośpiech nie jest wskazany przy racjonalnym zarządzaniu gildią.
Miał rację. Został awansowany i przydzielony do zarządzania lochami. Co nie przeszkadzało pewnej dwójce się pieklić mimo to, w końcu jednak im przeszło. Zapanował znowu spokój.
Aż do pewnego mrocznego zalogowania.
Jak zwykle weszłam do gildii i tam od razu jeden z komunikatów przykuł mą uwagę: „WiDa opuścił gildię”. W pierwszej chwili spanikowałam. Czyżby powtórka z rozrywki? Morfeusz dwa?
Ale nie. WiDa postanowił w dniu obrony przed silnym wrogiem przejść do gildii kumpla, wyciągnąć sobie poziom, bo więcej trenera i skarbiec rozwinęli. Powiedział, że sobie wróci. Ale towarzyszy broni nie zostawia się ot, tak. Zwłaszcza w obliczu nieuniknionej klęski...
Tym niezapowiedzianym odejściem zagwarantował sobie odejście na zawsze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz