Zasadniczo nikt nie wie, skąd wzięli
się Żniwiarze... Jedni głosili, że ich założyciel wyłonił się
z gęstej, piwnej piany, niczym Venus, rodząca się z morza, inni
zaś uparcie twierdzili, iż raczej sam Diabeł maczał w tym
palce... Tak czy owak, nie cofamy się w tej historii do puenty
poczęcia założyciela, gdyż prawdy na pewno nie dojdziemy.
Opowieść rozpocznę więc od chwili,
gdy Adelei, czyli ja, została napadnięta przez pewnego mrocznego
Żniwiarza. Nie byłoby w tym może i nic nurtującego, przecież
znamy wszyscy realia shakes&fidget... Jednak atak ten powtórzył
się i to nie raz. Nic w tym dziwnego, że musiał zostać odparty i
w końcu, po wielu trudach, misjach, zwiedzaniu lochu i codziennym
odwiedzaniu zbrojowni, po łykani wątpliwej świeżości eliksirów,
stało się coś niezwykłego... Dotąd przegrywająca zwiadowczyni
pokonała Rozkmina (gdyż nim w istocie był ów Żniwiarz). Do czasu
tego wiekopomnego wydarzenia pomieszkiwałam sobie w ThisIsSparta,
jednak gildia ta była raczej nieciekawa, nic się w niej nie działo,
najbardziej zaś zapamiętanym zdaniem przywódcy był śmiały,
kontrowersyjny, a nawet dość infantylny wywód: „ok”. Nic więc
dziwnego, że ostatecznie przystałam na propozycję Rozkmina, który
w uznaniu dla mojej przeogromnej potęgi postanowił zaproponować mi
dołączenie do swej grupy. I to nie byle jakie! Od razu dostałam
przywództwo i mogłam pławić się w luksusach władzy iście
królewskiej... Pamiętam, jakby to było dzisiaj... Nasz skład:
Cynamonka, Epicki, Legion, Wpierdol, Scheiβe,
Skäran, Rozkmin, bracia Parobasy...
Jednak
mojemu byłemu władcy nie spodobał się taki stan rzeczy. Dotąd to
ja podpowiadałam mu, co powinien zrobić, a on zaszczycał mnie tym
jakże wiele znaczącym „ok”, nie honorując nawet funkcją
oficera... W Żniwiarzach rozwinęłam skrzydła, wraz z Wpierdolem
wszybko wznieśliśmy się z niemal samego dna ku szczytom tabeli...
Uznał mnie za dobry wybór, co będę pamiętała do końca
istnienia. I tak zaczęli do nas dołączać Amexia, Slazyk, Radzik i
wielu innych. Nasza pozycja wciąż rosła, co nie było takie
dziwne, w końcu przybywało nas.
Aż
pojawił się Morfeusz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz