Część ósma - Rozpad Wielkiej Trójki

Chyba każdy z nas wie, że gdzie pojawia się zalążek przyjaźni – tam i zjawiać będą się spory. Dając zbyt duże pole manewru oficerowi, dostałam nauczkę. Zakończyło się całkowicie tragicznie w skutkach... ale gdy jest wojna, to są i straty. Może zacznę od początku sprzeczki.
Po pojawieniu się na s&f zauważyłam pocztę. Odnośnie składek gildyjnych. Nie irytowałabym się może tym tak bardzo, bo było coś o nich wcześniej wspomniane, lecz gdy przeczytałam wiadomość... Włos na głowie mi się zjeżył. Rozumiem, składki typu 5 godzin warty, to fizycznie możliwe, ale według naszego ówczesnego oficera, pana Acerka, wpłaty powinny niemal przekraczać tygodniowy zarobek co niższych poziomów. Nic więc dziwnego, że jako władca, który dowiedział się o składkach po fakcie ich ogłoszenia, zirytowałam się. Najpierw zareagowałam dość spokojnie, pytając, czy to aby nie przesada. Jednak nie lubię gdy ktoś każe mi się zamknąć, więc od słowa do słowa – Acerek się obraził, odszedł z gildii, mając czelność mówić, że to nie zdrada bardzo szybko doszedł do innej gildii. Wszystko to wyglądało na ukartowane, zaplanowane, przynajmniej w moim odczuciu. Niezależnie od tego, czego by nie napisał: podejrzanie szybko to wszystko się rozegrało, jeszcze szybciej ucichło. Jako, że był on naszym drugim najwyższym poziomem, gildia odniosła stratę w sile, jednak już jako tako zamortyzowaliśmy stratę.
Bezimienny stał się w moim odczuciu już głównym oficerem, rangą równym Rozkminowi, a ataki ponownie przynosiły efekty. Z niewiadomych przyczyn i bez słowa odszedł też Mefisto.
Czarne chmury zaczęły wisieć nad Żniwiarzami....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz