Chyba każdy z nas wie, że
gdzie pojawia się zalążek przyjaźni – tam i zjawiać będą się
spory. Dając zbyt duże pole manewru oficerowi, dostałam nauczkę.
Zakończyło się całkowicie tragicznie w skutkach... ale gdy jest
wojna, to są i straty. Może zacznę od początku sprzeczki.
Po pojawieniu się na s&f
zauważyłam pocztę. Odnośnie składek gildyjnych. Nie irytowałabym
się może tym tak bardzo, bo było coś o nich wcześniej
wspomniane, lecz gdy przeczytałam wiadomość... Włos na głowie mi
się zjeżył. Rozumiem, składki typu 5 godzin warty, to fizycznie
możliwe, ale według naszego ówczesnego oficera, pana Acerka,
wpłaty powinny niemal przekraczać tygodniowy zarobek co niższych
poziomów. Nic więc dziwnego, że jako władca, który dowiedział
się o składkach po fakcie ich ogłoszenia, zirytowałam się.
Najpierw zareagowałam dość spokojnie, pytając, czy to aby nie
przesada. Jednak nie lubię gdy ktoś każe mi się zamknąć, więc
od słowa do słowa – Acerek się obraził, odszedł z gildii,
mając czelność mówić, że to nie zdrada bardzo szybko doszedł
do innej gildii. Wszystko to wyglądało na ukartowane, zaplanowane,
przynajmniej w moim odczuciu. Niezależnie od tego, czego by nie
napisał: podejrzanie szybko to wszystko się rozegrało, jeszcze
szybciej ucichło. Jako, że był on naszym drugim najwyższym
poziomem, gildia odniosła stratę w sile, jednak już jako tako
zamortyzowaliśmy stratę.
Bezimienny stał się w
moim odczuciu już głównym oficerem, rangą równym Rozkminowi, a
ataki ponownie przynosiły efekty. Z niewiadomych przyczyn i bez
słowa odszedł też Mefisto.
Czarne chmury zaczęły
wisieć nad Żniwiarzami....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz