Było dobrze. Bardzo dobrze. Wspaniale! Ale bajki nie ziszczają się,
a to co piękne trwa krótko i jest takie tylko z pozoru.
Szogun, nasz nowy członek, postanowił, że wprowadzi tyranie w
gildii, wyrzuci wszystkich, a przezwiskami, gdy ktoś go upomni –
wypracuje sobie szacunek. Błąd. Po raz kolejny przeze mnie odszedł
wysoki poziom... Starzeję się. Jednak, czy mogłam pozwolić na
wyrzucanie i zastraszanie Żniwiarzy? Atmosfera zaczęła lecieć, na
łeb, na szyję... Co to za przyjemność, gdy pniemy się do góry
po trupach... Własnych trupach...
Jak można się tego było spodziewać, wraz z Szogunem odeszła
Kantar, kobieta do cna bezbarwna, więc nad tym nie ubolewam wcale.
Ale kto to wykazał się tchórzostwem? Brawo! Acerek!
Miałam rację. Odkąd raz się wypiął na swoją gildię oczywistym
się stało, co się dla niego liczy. Egoizm... Za to ja nigdy nie
zawiodę. W własną gildią na dno i na szczyty! Choć rozważałam
rozwiązanie gildii lub posłanie do lepszych gildii na czas
wyciągnięcia poziomu. Tylko to nie w tym rzecz. Osiągnąć sukces
trzeba razem.
Kilka niesprawdzonych zaproszeń sprawiło, że zaczęłam czuć się
zdemotywowana. Bo co w tym dziwnego, gdy wszystko po grudzie...
Za to nadal kocham gildię. Nasi są świetni! Choć byliśmy już na
29 pozycji, teraz też nie jest źle. Chcąc wygrywać, trzeba
nauczyć się i przegrywać. I czy skok nie jest wyższy, gdy mamy
skąd wziąć wyskok?
Jednak nauczyłam się jednego. Po trzykrotnym złym doborze władzy
– nigdy nie dawać oficera pochopnie. I nie dlatego, że jestem
samolubna i nie lubię konkurencji, ale dlatego, że oficerzy
reprezentują nas i nie mogą być to osoby do cna żałosne lub z
dziwnymi, przerażającymi czy toksycznymi aspiracjami.
Droga Żniwiarzy ma kolejny zakręt. Co za nim będzie? Czy jest to
wymarzony szczyt tabeli? Czy kolejny spadek? Zasmakowaliśmy sukcesu,
teraz będzie nie tak łatwo. Choć przecież mamy siebie i zawsze
możemy liczyć na wsparcie. Świadomość możliwości porozmawiania
na przeróżne tematy (np. mrożący krew w żyłach temat z Merihim
o przeróżnych torturach, czy taktyczne rozprawy z Tiennshanem i
Fredorem) daje najwięcej radości. Jaki miałoby sens być samemu
dla siebie, nie dzieląc się przeżyciami z nikim?
Sytuacja nie jest w tej chwili najcudowniejsza, ale nie traćmy
nadziei. Pomyślmy, co możemy zyskać. Z tym wpisem zapowiadam
odrodzenie Żniwiarzy, całkiem innych. Blog zostanie rozbudowany,
pojawi się parę udogodnień i więcej rozrywki. A co najważniejsze:
teraz i pozostali członkowie będą mówić swoim głosem na blogu!
Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Jednak dobra idea zawsze owocuje.
Kronikę Żniwiarzy uważam za chwilowo zamkniętą. Powracam
niebawem z nową szatą graficzną, wykonaną całkowicie
własnoręcznie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz