Część jedenasta - Szara gęś na grzędzie

Było dobrze. Bardzo dobrze. Wspaniale! Ale bajki nie ziszczają się, a to co piękne trwa krótko i jest takie tylko z pozoru.
Szogun, nasz nowy członek, postanowił, że wprowadzi tyranie w gildii, wyrzuci wszystkich, a przezwiskami, gdy ktoś go upomni – wypracuje sobie szacunek. Błąd. Po raz kolejny przeze mnie odszedł wysoki poziom... Starzeję się. Jednak, czy mogłam pozwolić na wyrzucanie i zastraszanie Żniwiarzy? Atmosfera zaczęła lecieć, na łeb, na szyję... Co to za przyjemność, gdy pniemy się do góry po trupach... Własnych trupach...
Jak można się tego było spodziewać, wraz z Szogunem odeszła Kantar, kobieta do cna bezbarwna, więc nad tym nie ubolewam wcale. Ale kto to wykazał się tchórzostwem? Brawo! Acerek!
Miałam rację. Odkąd raz się wypiął na swoją gildię oczywistym się stało, co się dla niego liczy. Egoizm... Za to ja nigdy nie zawiodę. W własną gildią na dno i na szczyty! Choć rozważałam rozwiązanie gildii lub posłanie do lepszych gildii na czas wyciągnięcia poziomu. Tylko to nie w tym rzecz. Osiągnąć sukces trzeba razem.
Kilka niesprawdzonych zaproszeń sprawiło, że zaczęłam czuć się zdemotywowana. Bo co w tym dziwnego, gdy wszystko po grudzie...
Za to nadal kocham gildię. Nasi są świetni! Choć byliśmy już na 29 pozycji, teraz też nie jest źle. Chcąc wygrywać, trzeba nauczyć się i przegrywać. I czy skok nie jest wyższy, gdy mamy skąd wziąć wyskok?
Jednak nauczyłam się jednego. Po trzykrotnym złym doborze władzy – nigdy nie dawać oficera pochopnie. I nie dlatego, że jestem samolubna i nie lubię konkurencji, ale dlatego, że oficerzy reprezentują nas i nie mogą być to osoby do cna żałosne lub z dziwnymi, przerażającymi czy toksycznymi aspiracjami.
Droga Żniwiarzy ma kolejny zakręt. Co za nim będzie? Czy jest to wymarzony szczyt tabeli? Czy kolejny spadek? Zasmakowaliśmy sukcesu, teraz będzie nie tak łatwo. Choć przecież mamy siebie i zawsze możemy liczyć na wsparcie. Świadomość możliwości porozmawiania na przeróżne tematy (np. mrożący krew w żyłach temat z Merihim o przeróżnych torturach, czy taktyczne rozprawy z Tiennshanem i Fredorem) daje najwięcej radości. Jaki miałoby sens być samemu dla siebie, nie dzieląc się przeżyciami z nikim?
Sytuacja nie jest w tej chwili najcudowniejsza, ale nie traćmy nadziei. Pomyślmy, co możemy zyskać. Z tym wpisem zapowiadam odrodzenie Żniwiarzy, całkiem innych. Blog zostanie rozbudowany, pojawi się parę udogodnień i więcej rozrywki. A co najważniejsze: teraz i pozostali członkowie będą mówić swoim głosem na blogu! Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Jednak dobra idea zawsze owocuje.
Kronikę Żniwiarzy uważam za chwilowo zamkniętą. Powracam niebawem z nową szatą graficzną, wykonaną całkowicie własnoręcznie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz