Każda gildia do czegoś dąży. Jedni
do znalezienia sobie miliona wrogów, inni zaś szukają przyjaźni,
chwały... Są też tacy, jak i my.
Mottem Żniwiarzy od dłuższego czasu
jest już: 'Ku szczytom tabeli!'i tego się raczej trzymamy. Jak na
razie, jak na słabeuszy (no cóż, nadal nie jesteśmy megamocni
poziomami), osiągnęliśmy pierwszą setkę i to w wielkim stylu...
80 pozycja. Brawo!
Przyznać się muszę jednak, że
jestem złym wodzem... Mój własny konflikt z przywódcą
ThisIsSparta, który rozpoczął się, gdy tam byłam, powrócił na
pierwszy plan. Dlatego też kolejnym atakiem, choć nie przynoszącym
dużo czci, stał się atak na gildię Bosmana.
Wynik nie zaskoczył nikogo. Nawet
marny 65 poziom, który sobą reprezentuję, zmiótł 83 poziom
mojego nemezis. Ale nie o tym miałam mówić...
Konflikt z Bosmanem sięga czasów, gdy
jeszcze darłam koty z Rozkminem. Nikt mi nie zarzuci, że byłam
niewygodna w ThisIsSparta. Doradzałam przywódcy i nie powiem –
trochę werbunku mi zawdzięczał. Oddawałam złoto, a w podzięce,
kto inny dostał oficera – bo miał wyższy poziom. Po odejściu z
gildii chyba uświadomił sobie, że trochę tam wnosiłam, bo
zaatakował marną, kilkuosobową reprezentację Żniwiarzy, po czym
mój ok 30 poziom zaatakował swoim 70 kilka razy, co w gruncie
rzeczy straszne nie było. Spadłam o wielkie zero punktów czci.
Straszne. Za to zabolały obelgi i wyśmianie nowej gildii. Może to
właśnie dlatego aż tak się spięłam i to, co w tej chwili sobą
reprezentujemy jest połowicznie zasługą Bosmana?
Tak czy owak, jestem dumna z cudownej
ekipy, która wraz ze mną pokazała Bosmanowi, kto tu jest silny.
Bo tak na prawdę nie tylko 'ku szczytom tabeli', ale i z twarzą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz