Czas po przewrocie dokonanym przez
Morfeusza płynął dość leniwie. Przywitaliśmy w swych szeregach
sporo nowych osób, aż nagle się zdziwiłam. Stary skład niemal
cały odszedł! Ci pierwsi Żniwiarze, ci, których poznawałam z
uśmiechem na twarzy, z którymi żartowałam i poważnie
rozmawiałam, rozpryśli się jak bańka mydlana. Ot, tak!
Powodowana wewnętrznym odrętwieniem,
mieszanką wściekłości i rozpaczy, napisałam do Rozkmina, o co
chodzi. Okazało się, że nie jest to rodzaj wrogiego wybiegu, a
jedynie zwolnienie miejsca i nowa taktyka. Druga gildia, pracująca
dla nas, z naszymi. Wystarczyło uskładać na zaatakowanie gildii
głównej i voila! Dziesięć godzin zablokowania dla ataków innych.
Plan genialny w swej prostocie, jednakże awykonalny. Tak niskie
poziomy, jakie tam się znajdowały, z nierozwiniętym trenerem i
skarbcem latami zbierałyby na atak, zwłaszcza, że Żniwiarze
jawili się niczym słońce na pozycjach sto-którychś. Plan umarł
więc dość szybko, ale popularność gidii stała się
przerażająca, co dzień napływały prośby o przyjcie: Komar, jego
brat RuRa... Wiele innych również. Niskie poziomy zostały w Status
Quo do dzisiaj. Ostatecznie uchwalona została decyzja, że sensowne
by było rozwinięcie nieco gildii, więc
Cynamonka przerzuciła złoto”za granicę”. Teraz Status Quo
pełni rolę niczego innego jak swego rodzaju przedszkola dla niskich
poziomów. A żeby było zabawniej... Zaprosiliśmy tam Morfeusza!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz