Typowa Żniwiarka...

Nie od dzisiaj wszyscy wiedzą, że są wśród nas i kobiety :) Z czego składa się typowa Żniwiarka?
1. Oczy, które wszystko widzą. Mają one też funkcję trzepotania rzęsami, co znacznie ułatwia uzyskanie darmowego kufleka piwa.

2. Usta z funkcją przegadania każdego. To właśnie ten narząd sprawia, że nikt nie podskakuje w dyskusji, a zamknięcie ust takiej dziewczyny jest możliwe tylko poprzez podanie jej sensownego argumentu, który jej damska natura zniesie.
3. Umysł zagłady - organ zwykle męczony przez projekty zawładnięcia światem i takie tam. Czasem myśli surrealistycznie, więc uważaj!
4. Waleczne serce
5. Pięści zagłady... Zagubisz się w pieszczotach tych rączek i nawet nie zauważysz, jak w subtelnym masażu skręcą Ci kark...
6. Talia osy - umożliwający przeciskanie się przez otwory narząd, pozwala na węże ruchy grzechotnika
7. Kolana - również zagłady... Gdy oczy zatrzepotają rzęsami, to oto kolano odnajdzie drogę do najbardziej bolesnych miejsc.
8. Bliżej nieokreślona część nośno - rusałcza. Nikt jeszcze nie ustalił, do czego właściwie służy, aczkolwiek ładna jest ^^
9. Stopy pieszego weterana - na nich każda Żniwiarka pokona przeogromne odcinki trasy...

Część dwunasta - Mgr. Marny Detektyw

Są dni, są Chwile, są ludzie i Żniwiarze :) Tak, nas nie da się chyba zaszufladkować. Barwni jak ogon pawia, tylko może mniej chwiejni na wietrze.
Nasze szeregi rozkwitają. Dawno nie było sytuacji, kiedy to nasza gildia straciła ikonkę "zaproś" znad imienia Adelei... Zresztą wszyscy wiemy, dlaczego. A tu proszę, pełen urodzaj! Gonzales, nasz nowy nabytek, potrafi nieźle się powypowiadać, nawet po pijaku... I jego wejście będzie dla mnie niezapomniane, kiedy to po dołączeniu podał swe imię! Podziwiam, podziwiam...
Czat gildyjny żyje znowu. Jest to spora zasługa Milvy, nietypowej dzieczczyny, Tiennshana, co to z nią sobie rozmawia no i naszego nowego.
Opracowaliśmy technikę, dzięki której przestaliśmy co chwilę spadać w tabeli, nieco oszukańcza, ale tonący brzytwy się chwyta, a ostatecznie trzeba było użyć szarych komórek, by uwić plan szatański w swej prostocie.
Status Quo, nasza gildia, pomysł Rozkminka, w końcu zaczęła spełniać swą rolę, blokując ataki na nas. Spotkało się to z dezorientacją niejakiego Proroka, który poprosił, byśmy go nie atakowali... Cóż, czasem brak doskonałej komunikacji wprawia w stan zagubienia i niezrozumienia. A ten pan, przypominam, miał wbić poziom 100 w tydzień xD Pozdrawiam, Proroczku ;*
Kajoj postanowił sobie przejść do innej gildii. Nie odpowiadało mu towarzystwo widać. Zbyt wielka strata to nie była, nie czarujmy się. Złoiłam mu tyłek na arenie! :D
Tym czasem żywych trupów przybywa... RuRa dawno nie oddychał już, tak samo dół naszej gildii. Gdy pojawią się nowi kandydaci, powiemy im papa.
Ubolewam nad małą aktywnością naszej maskoteczki Marmoladki, chłopca o wielkim temperamencie. Tęskni się za nim :( Ehh... Te czasy kłótni z RuRą i Komarem, nie będącym już na s22... Uczcijmy go chwilą ciszy. [*]
Największym szokiem było jednak niezwykle pojawienie się w gildii Acerka i jego Palucha.
Bez pytania, bez wiedzy, tak o... Są.
Rozpoczęła się misja rozeznawsza wśród oficerów, w końcu to dość poważny krok. Niepewni gracze, mogący w każdej chwili odejść... Balans na cieńkiej linie pozycji.
Sprawa zaczęła się znacznie komplikować, gdyż ani Rozkmin, ani Fredor nic o tym nie wiedzieli, co więcej byli równie zdziwieni. Bezimienny też nic w temacie nie wiedział. Strawa stała się jasna - Azaxx.
Żeby pewności stało się za dość, zapytałam również i tego delikwenta. A tu szok - i on nic na temat nie wie...
Sprawa stała się całkowicie jasna. Jestem lunatryczką i to moja sprawka. Musiałam przełknąć smutną świadomość mojego dziwactwa i kulturalnie zaakceptować stan rzeczy. Ach, psychozy me!
Nagle nastąpił zadzwiający zwrot akcji. Bezimienny na czacie napisał coś w stylu "Cześć PALUSZKU". I cisza.
Stąd w oparciu o kilka różnych sytuacji wysnułam dziwną teorię. Skoro Bezimienny to brat Acerka...
Choć nie, to zły trop. Co ma Bezimienny do Palucha?
Chyba, że... Bezimienny to Acerek!
Dumna ze swej teorii nie omieszkałam szukać jej potwierdzenia tudzież zaprzeczenia. Tymi krokami byłam dość oschła... Co zauważył Bezimienny. Po kliku wiadomościach wymienionych z Acerkiem i Bezimiennym wyszło, że miało miejsce "skorzystanie" konta brata z konta drugiego brata. Jestem jedynaczką, nie oceniam. Nie znam konszachtów rodzeństw.
Tak czy inaczej zachwycona zapewnieniem samej siebie co do komlpetności mojego zdrowia (przynajmniej w kwestii lunatyzmu czy rozdwojenia jaźni) rozegrałam z Bezimiennym partyjkę w tysiąca, którą przegrałam z kretesem, a nad gildią znowu zaświeciło słoneczko.
I tak to się toczy... Raz na górze, raz na dole, ale jedno może być pewne. Piwo.

Część jedenasta - Szara gęś na grzędzie

Było dobrze. Bardzo dobrze. Wspaniale! Ale bajki nie ziszczają się, a to co piękne trwa krótko i jest takie tylko z pozoru.
Szogun, nasz nowy członek, postanowił, że wprowadzi tyranie w gildii, wyrzuci wszystkich, a przezwiskami, gdy ktoś go upomni – wypracuje sobie szacunek. Błąd. Po raz kolejny przeze mnie odszedł wysoki poziom... Starzeję się. Jednak, czy mogłam pozwolić na wyrzucanie i zastraszanie Żniwiarzy? Atmosfera zaczęła lecieć, na łeb, na szyję... Co to za przyjemność, gdy pniemy się do góry po trupach... Własnych trupach...
Jak można się tego było spodziewać, wraz z Szogunem odeszła Kantar, kobieta do cna bezbarwna, więc nad tym nie ubolewam wcale. Ale kto to wykazał się tchórzostwem? Brawo! Acerek!
Miałam rację. Odkąd raz się wypiął na swoją gildię oczywistym się stało, co się dla niego liczy. Egoizm... Za to ja nigdy nie zawiodę. W własną gildią na dno i na szczyty! Choć rozważałam rozwiązanie gildii lub posłanie do lepszych gildii na czas wyciągnięcia poziomu. Tylko to nie w tym rzecz. Osiągnąć sukces trzeba razem.
Kilka niesprawdzonych zaproszeń sprawiło, że zaczęłam czuć się zdemotywowana. Bo co w tym dziwnego, gdy wszystko po grudzie...
Za to nadal kocham gildię. Nasi są świetni! Choć byliśmy już na 29 pozycji, teraz też nie jest źle. Chcąc wygrywać, trzeba nauczyć się i przegrywać. I czy skok nie jest wyższy, gdy mamy skąd wziąć wyskok?
Jednak nauczyłam się jednego. Po trzykrotnym złym doborze władzy – nigdy nie dawać oficera pochopnie. I nie dlatego, że jestem samolubna i nie lubię konkurencji, ale dlatego, że oficerzy reprezentują nas i nie mogą być to osoby do cna żałosne lub z dziwnymi, przerażającymi czy toksycznymi aspiracjami.
Droga Żniwiarzy ma kolejny zakręt. Co za nim będzie? Czy jest to wymarzony szczyt tabeli? Czy kolejny spadek? Zasmakowaliśmy sukcesu, teraz będzie nie tak łatwo. Choć przecież mamy siebie i zawsze możemy liczyć na wsparcie. Świadomość możliwości porozmawiania na przeróżne tematy (np. mrożący krew w żyłach temat z Merihim o przeróżnych torturach, czy taktyczne rozprawy z Tiennshanem i Fredorem) daje najwięcej radości. Jaki miałoby sens być samemu dla siebie, nie dzieląc się przeżyciami z nikim?
Sytuacja nie jest w tej chwili najcudowniejsza, ale nie traćmy nadziei. Pomyślmy, co możemy zyskać. Z tym wpisem zapowiadam odrodzenie Żniwiarzy, całkiem innych. Blog zostanie rozbudowany, pojawi się parę udogodnień i więcej rozrywki. A co najważniejsze: teraz i pozostali członkowie będą mówić swoim głosem na blogu! Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Jednak dobra idea zawsze owocuje.
Kronikę Żniwiarzy uważam za chwilowo zamkniętą. Powracam niebawem z nową szatą graficzną, wykonaną całkowicie własnoręcznie :)