Spodziewały by się ktokolwiek, że dwie wrogie frakcje nauczą się być jednym organizmem? Okazało się to nad wyraz owocne, jednak, gdy tak spogląda się z oddali na niegdysiejszą potęgę - TELMON, świecącą teraz pustkami, plączącą się na pozycjach od trzystu do dwustu... Łza w oku się kręci... Choć gdzie chwała, tam i popioły, w końcu to na prochach czegoś z przeszłości rodzi się coś nowego.
Byli oficerowie opuszczonej gildii sprawują teraz swoje urzędy i w Żniwiarzach. Wyszło to całkowicie przypadkiem, po prostu, jak wiadomo, w gildii lubimy mieć odpowiednich ludzi na odpowiednich miejscach. Im więcej w głowie tym większa szansa na awans. Nie za wpłacone złoto. Nie za grzyby. Za olej.
Liczne awanse, mające miejsce ostatnimi czasy, spowodowały, iż mamy prawdziwy rozkwit oficerstwa. O dziwo, sądzę, że jeszcze jedna osoba zasługuje na awans. Ale cicho... Jeszcze o tym nie wie...
Część czternasta - Na coraz lepszej drodze
A wielkim chwała niech będzie!
Tak, zasługujemy na to miano coraz bardziej. Wspinaczka po szczeblach sali chwały jest dość mozolna, jednak nie zostawiamy po sobie trupów z przyjaciół. Rotacja od początku była duża, jednak, jak sądzę, nasz skład coraz bardziej się klaruje.
Sojusz okazał się trafieniem w dziesiątkę, ba! Nawet i z setkę! Dzięki współpracy ze Śmiercionośnymi kolejny poziom lochów okazał się tak zabawnie prosty, że aż mordka się cieszy. Jednak nie omieszkam też wspomnieć o naszej pomocy z zewnątrz.
Jesteś tak silny, jak ktoś, komu zaufasz.
Sprawdziło się! W przypływie przedbitewnej paniki mój zapomniany organ, zwany mózgiem, został wybudzony z letargu. Przecież my nie damy sobie rady sami, nawet ze Śmiercionośnymi!- sądziłam. I w ten oto sposób trafiłam na Klepeciewpysk. Początkowo miało to być nawiązanie kontaktu w celu obmyślenia jak najlepszej taktyki. I wtedy zrodziła się nić porozumienia między naszymi postaciami. Owocem jej była pomoc w lochach. Tak oto pewnego wieczora na liście Żniwiarzy zjawił się wcześniej wspomniany, by odczekawszy dobę wesprzeć naszą niemal heroiczną wyprawę. Pewność siebie wzrosła, mam nadzieję, że skoczyły również morale drużyny... Taki, czy inaczej już po odbyciu przymusowej odsiadki zaatakowaliśmy.
Krew, pot, łzy, szczęk mieczy, świst strzał, zaklęcia magiczne... i puch! Loch zamknięty!
Trzeba będzie to kiedyś opić.
A w naszych wysiłkach, poza byciem zabezpieczeniem, Klepeciewpysk niestety nie mógł nam pomóc, gdyż daliśmy radę. Mamy jednak go głęboko w serduszkach, w końcu zgodził się na te dwa dni być jednym z nas!
A teraz czas na tragedię życiową. Nasze obie akademie blokujące ataki spadły już tak nisko w sali chwały, nie nie mogą pełnić swej funkcji! O ironio... Zaatakowano nas i póki nadzieje na zwycięstwo są nikłe.
Yosif się rozkręcił nam. No proszę, ale nam się gratka trafiła :) Silny, ciekawy człowiek na stanowisku oficera. Na pochwałę zasługuje teżintegracja dawnego TELMONu z dawnymi bylcami Żniwiarzy. Uwielbiam szczęśliwe zakończenia, wy też?
Tak, zasługujemy na to miano coraz bardziej. Wspinaczka po szczeblach sali chwały jest dość mozolna, jednak nie zostawiamy po sobie trupów z przyjaciół. Rotacja od początku była duża, jednak, jak sądzę, nasz skład coraz bardziej się klaruje.
Sojusz okazał się trafieniem w dziesiątkę, ba! Nawet i z setkę! Dzięki współpracy ze Śmiercionośnymi kolejny poziom lochów okazał się tak zabawnie prosty, że aż mordka się cieszy. Jednak nie omieszkam też wspomnieć o naszej pomocy z zewnątrz.
Jesteś tak silny, jak ktoś, komu zaufasz.
Sprawdziło się! W przypływie przedbitewnej paniki mój zapomniany organ, zwany mózgiem, został wybudzony z letargu. Przecież my nie damy sobie rady sami, nawet ze Śmiercionośnymi!- sądziłam. I w ten oto sposób trafiłam na Klepeciewpysk. Początkowo miało to być nawiązanie kontaktu w celu obmyślenia jak najlepszej taktyki. I wtedy zrodziła się nić porozumienia między naszymi postaciami. Owocem jej była pomoc w lochach. Tak oto pewnego wieczora na liście Żniwiarzy zjawił się wcześniej wspomniany, by odczekawszy dobę wesprzeć naszą niemal heroiczną wyprawę. Pewność siebie wzrosła, mam nadzieję, że skoczyły również morale drużyny... Taki, czy inaczej już po odbyciu przymusowej odsiadki zaatakowaliśmy.
Krew, pot, łzy, szczęk mieczy, świst strzał, zaklęcia magiczne... i puch! Loch zamknięty!
Trzeba będzie to kiedyś opić.
A w naszych wysiłkach, poza byciem zabezpieczeniem, Klepeciewpysk niestety nie mógł nam pomóc, gdyż daliśmy radę. Mamy jednak go głęboko w serduszkach, w końcu zgodził się na te dwa dni być jednym z nas!
A teraz czas na tragedię życiową. Nasze obie akademie blokujące ataki spadły już tak nisko w sali chwały, nie nie mogą pełnić swej funkcji! O ironio... Zaatakowano nas i póki nadzieje na zwycięstwo są nikłe.
Yosif się rozkręcił nam. No proszę, ale nam się gratka trafiła :) Silny, ciekawy człowiek na stanowisku oficera. Na pochwałę zasługuje teżintegracja dawnego TELMONu z dawnymi bylcami Żniwiarzy. Uwielbiam szczęśliwe zakończenia, wy też?
Część trzynasta - Ten Czas
Było tak nietypowo.
Milva, najbardziej barwna postać w gildii Żniwiarze, postanowiła znacznie obniżyć morale gildii. Cóż.. Nic w tym złego, jednak za nietrzymanie się regulaminu dostała upomnienie. Hmm... Zwykła rzecz..
Niektórzy tego nie rozumieją. Milva opuściła gildię.
I pamiętajmy... "Do tyłka może dobierać się jej tylko chłopak" xD
Po przeboleniu tragedii, z łezką w oku i lekkim uśmiechem błąkającym się po ustach, gildia ruszyła w górę.
Przyroda to zaskakująco dziwny twór. Musi panowac w niej równowaga, a każda strata zostaje w ten czy inny sposób wynagrodzona. Tak oto Żniwiarze dokonali fuzji z TELMONem.
Od wielu dni, by nie rzec, tygodni czy nawet (o, rany!) miesięcy, prowadziłam z jednym z przedstawicieli wcześniej wspomnianej gildii rozmowy. Były dość rozwleczone w czasie i zwykle do owocnych wniosków nie prowadziły. Aczkolwiek nawiązał się miedzy nami wystarczający kontakt, by z czasem idea transferu do nas aktywnych kont w jego gildii się pojawiła i zasiliła nasze szeregi. O kim mowa? Uszanowanie dla Encepence! Współpraca, jak sądzę, układa się znakomicie, mam też nadzieję, że obie strony z tego układu są zadowolone.
Pożegnaliśmy Marmoladkę. Zaoferował, że gdy zajdzie potrzeba, może zająć miejsce w akademii. Jednak czy nadal trzyma się tej wersji, pozostanie pytaniem do rozstrzygnięcia.
Gildia dostała niezwykłe wyróżnienie. Ktoś z wrogich frontów pochwalił nasze pomysły! Tak trzymać, Żniwiarze! I ta osoba jest wam już znana. To Yosif. Na razie niewiele mogę o nim napisać, jednak bądźmy dobrej myśli! W Żniwiarzach siła.
Mieszanie i migracje Acerka z jego Paluchem przyniosły w końcu jakiś plus. Nie wiem, gdzie są teraz, ale dzieku ich bieganiu to tu, to tam w pogoni za szczęsciem, a może ucieczcie przed demonami (bywa różnie, nie oceniam), zawiązało się Porozumienie. Śmiercionośni i Żniwiarze łączą siły przeciż całemu serwerowi 22!
Bójcie się, jeszcze będzie o nas głośno!
Pora na coś wielkiego. Pora na drastyczne decyzje. Krew, pot, łzy... Piwo.
Nie bójcie się. Nie dam was skrzywdzić. Zaskoczenie przyjmijcie z dobrą myślą w głowie. Bo zmiany, to coś cudownego, choć może w nich być czasem nieco goryczy...
Milva, najbardziej barwna postać w gildii Żniwiarze, postanowiła znacznie obniżyć morale gildii. Cóż.. Nic w tym złego, jednak za nietrzymanie się regulaminu dostała upomnienie. Hmm... Zwykła rzecz..
Niektórzy tego nie rozumieją. Milva opuściła gildię.
I pamiętajmy... "Do tyłka może dobierać się jej tylko chłopak" xD
Po przeboleniu tragedii, z łezką w oku i lekkim uśmiechem błąkającym się po ustach, gildia ruszyła w górę.
Przyroda to zaskakująco dziwny twór. Musi panowac w niej równowaga, a każda strata zostaje w ten czy inny sposób wynagrodzona. Tak oto Żniwiarze dokonali fuzji z TELMONem.
Od wielu dni, by nie rzec, tygodni czy nawet (o, rany!) miesięcy, prowadziłam z jednym z przedstawicieli wcześniej wspomnianej gildii rozmowy. Były dość rozwleczone w czasie i zwykle do owocnych wniosków nie prowadziły. Aczkolwiek nawiązał się miedzy nami wystarczający kontakt, by z czasem idea transferu do nas aktywnych kont w jego gildii się pojawiła i zasiliła nasze szeregi. O kim mowa? Uszanowanie dla Encepence! Współpraca, jak sądzę, układa się znakomicie, mam też nadzieję, że obie strony z tego układu są zadowolone.
Pożegnaliśmy Marmoladkę. Zaoferował, że gdy zajdzie potrzeba, może zająć miejsce w akademii. Jednak czy nadal trzyma się tej wersji, pozostanie pytaniem do rozstrzygnięcia.
Gildia dostała niezwykłe wyróżnienie. Ktoś z wrogich frontów pochwalił nasze pomysły! Tak trzymać, Żniwiarze! I ta osoba jest wam już znana. To Yosif. Na razie niewiele mogę o nim napisać, jednak bądźmy dobrej myśli! W Żniwiarzach siła.
Mieszanie i migracje Acerka z jego Paluchem przyniosły w końcu jakiś plus. Nie wiem, gdzie są teraz, ale dzieku ich bieganiu to tu, to tam w pogoni za szczęsciem, a może ucieczcie przed demonami (bywa różnie, nie oceniam), zawiązało się Porozumienie. Śmiercionośni i Żniwiarze łączą siły przeciż całemu serwerowi 22!
Bójcie się, jeszcze będzie o nas głośno!
Pora na coś wielkiego. Pora na drastyczne decyzje. Krew, pot, łzy... Piwo.
Nie bójcie się. Nie dam was skrzywdzić. Zaskoczenie przyjmijcie z dobrą myślą w głowie. Bo zmiany, to coś cudownego, choć może w nich być czasem nieco goryczy...
Traktat ze Śmiercionośnymi
Właśnie, moi kochani Żniwiarze, zawarliśmy sojusz. Opiera się on na kilku zasadach.
1. Nie będziesz atakował sojuszu swego, bez jego zgody, aprobaty, a gdy przypadkiem to nastąpi - przeproś!
Zasada jest prosta. Wchodząc na arenę patrzymy, czy w namiasie nie ma aby "Śmiercionośni", jak jest - nie atakujemy. Co nie oznacza, że Żniwiarzy już można akakować...
2. Na czas lochów gidie jednym się staną!
Zasada: wybieramy najmocniejszy skład z dwóch gildii, by pokonać lochy. Po dokonaniu ataku wracamy do siebie. W tym czasie najniższe poziomy trafiają do akademii, imiennie wybieramy potrzebnych graczy i zapełniamy szeregi.
3. Komunikuj się!
Zapamiętaj: Kubson, Pioras, Adelei, Rozkmin, Fredor - na razie tyle głównych ;)
4. Nie wszczynami kłótni, wojen, sprzeczek... Proszę was o to :) Wyładowujcie się na mnie, ja to ogarnę :D
5. Przewodniczący wymiany (grupy przenoszącej się na lochy) dostaje rangę oficera.
6. Informuje, ze Adelei i bdojcem to jedna i ta sama osoba!
7. Z uśmiechem, gildie, z uśmiechem :D
Typowa Żniwiarka...
Nie od dzisiaj wszyscy wiedzą, że są wśród nas i kobiety :) Z czego składa się typowa Żniwiarka?

1. Oczy, które wszystko widzą. Mają one też funkcję trzepotania rzęsami, co znacznie ułatwia uzyskanie darmowego kufleka piwa.
2. Usta z funkcją przegadania każdego. To właśnie ten narząd sprawia, że nikt nie podskakuje w dyskusji, a zamknięcie ust takiej dziewczyny jest możliwe tylko poprzez podanie jej sensownego argumentu, który jej damska natura zniesie.
3. Umysł zagłady - organ zwykle męczony przez projekty zawładnięcia światem i takie tam. Czasem myśli surrealistycznie, więc uważaj!
4. Waleczne serce
5. Pięści zagłady... Zagubisz się w pieszczotach tych rączek i nawet nie zauważysz, jak w subtelnym masażu skręcą Ci kark...
6. Talia osy - umożliwający przeciskanie się przez otwory narząd, pozwala na węże ruchy grzechotnika
7. Kolana - również zagłady... Gdy oczy zatrzepotają rzęsami, to oto kolano odnajdzie drogę do najbardziej bolesnych miejsc.
8. Bliżej nieokreślona część nośno - rusałcza. Nikt jeszcze nie ustalił, do czego właściwie służy, aczkolwiek ładna jest ^^
9. Stopy pieszego weterana - na nich każda Żniwiarka pokona przeogromne odcinki trasy...
Część dwunasta - Mgr. Marny Detektyw
Są dni, są Chwile, są ludzie i Żniwiarze :) Tak, nas nie da się chyba zaszufladkować. Barwni jak ogon pawia, tylko może mniej chwiejni na wietrze.
Nasze szeregi rozkwitają. Dawno nie było sytuacji, kiedy to nasza gildia straciła ikonkę "zaproś" znad imienia Adelei... Zresztą wszyscy wiemy, dlaczego. A tu proszę, pełen urodzaj! Gonzales, nasz nowy nabytek, potrafi nieźle się powypowiadać, nawet po pijaku... I jego wejście będzie dla mnie niezapomniane, kiedy to po dołączeniu podał swe imię! Podziwiam, podziwiam...
Czat gildyjny żyje znowu. Jest to spora zasługa Milvy, nietypowej dzieczczyny, Tiennshana, co to z nią sobie rozmawia no i naszego nowego.
Opracowaliśmy technikę, dzięki której przestaliśmy co chwilę spadać w tabeli, nieco oszukańcza, ale tonący brzytwy się chwyta, a ostatecznie trzeba było użyć szarych komórek, by uwić plan szatański w swej prostocie.
Status Quo, nasza gildia, pomysł Rozkminka, w końcu zaczęła spełniać swą rolę, blokując ataki na nas. Spotkało się to z dezorientacją niejakiego Proroka, który poprosił, byśmy go nie atakowali... Cóż, czasem brak doskonałej komunikacji wprawia w stan zagubienia i niezrozumienia. A ten pan, przypominam, miał wbić poziom 100 w tydzień xD Pozdrawiam, Proroczku ;*
Kajoj postanowił sobie przejść do innej gildii. Nie odpowiadało mu towarzystwo widać. Zbyt wielka strata to nie była, nie czarujmy się. Złoiłam mu tyłek na arenie! :D
Tym czasem żywych trupów przybywa... RuRa dawno nie oddychał już, tak samo dół naszej gildii. Gdy pojawią się nowi kandydaci, powiemy im papa.
Ubolewam nad małą aktywnością naszej maskoteczki Marmoladki, chłopca o wielkim temperamencie. Tęskni się za nim :( Ehh... Te czasy kłótni z RuRą i Komarem, nie będącym już na s22... Uczcijmy go chwilą ciszy. [*]
Największym szokiem było jednak niezwykle pojawienie się w gildii Acerka i jego Palucha.
Bez pytania, bez wiedzy, tak o... Są.
Rozpoczęła się misja rozeznawsza wśród oficerów, w końcu to dość poważny krok. Niepewni gracze, mogący w każdej chwili odejść... Balans na cieńkiej linie pozycji.
Sprawa zaczęła się znacznie komplikować, gdyż ani Rozkmin, ani Fredor nic o tym nie wiedzieli, co więcej byli równie zdziwieni. Bezimienny też nic w temacie nie wiedział. Strawa stała się jasna - Azaxx.
Żeby pewności stało się za dość, zapytałam również i tego delikwenta. A tu szok - i on nic na temat nie wie...
Sprawa stała się całkowicie jasna. Jestem lunatryczką i to moja sprawka. Musiałam przełknąć smutną świadomość mojego dziwactwa i kulturalnie zaakceptować stan rzeczy. Ach, psychozy me!
Nagle nastąpił zadzwiający zwrot akcji. Bezimienny na czacie napisał coś w stylu "Cześć PALUSZKU". I cisza.
Stąd w oparciu o kilka różnych sytuacji wysnułam dziwną teorię. Skoro Bezimienny to brat Acerka...
Choć nie, to zły trop. Co ma Bezimienny do Palucha?
Chyba, że... Bezimienny to Acerek!
Dumna ze swej teorii nie omieszkałam szukać jej potwierdzenia tudzież zaprzeczenia. Tymi krokami byłam dość oschła... Co zauważył Bezimienny. Po kliku wiadomościach wymienionych z Acerkiem i Bezimiennym wyszło, że miało miejsce "skorzystanie" konta brata z konta drugiego brata. Jestem jedynaczką, nie oceniam. Nie znam konszachtów rodzeństw.
Tak czy inaczej zachwycona zapewnieniem samej siebie co do komlpetności mojego zdrowia (przynajmniej w kwestii lunatyzmu czy rozdwojenia jaźni) rozegrałam z Bezimiennym partyjkę w tysiąca, którą przegrałam z kretesem, a nad gildią znowu zaświeciło słoneczko.
I tak to się toczy... Raz na górze, raz na dole, ale jedno może być pewne. Piwo.
Nasze szeregi rozkwitają. Dawno nie było sytuacji, kiedy to nasza gildia straciła ikonkę "zaproś" znad imienia Adelei... Zresztą wszyscy wiemy, dlaczego. A tu proszę, pełen urodzaj! Gonzales, nasz nowy nabytek, potrafi nieźle się powypowiadać, nawet po pijaku... I jego wejście będzie dla mnie niezapomniane, kiedy to po dołączeniu podał swe imię! Podziwiam, podziwiam...
Czat gildyjny żyje znowu. Jest to spora zasługa Milvy, nietypowej dzieczczyny, Tiennshana, co to z nią sobie rozmawia no i naszego nowego.
Opracowaliśmy technikę, dzięki której przestaliśmy co chwilę spadać w tabeli, nieco oszukańcza, ale tonący brzytwy się chwyta, a ostatecznie trzeba było użyć szarych komórek, by uwić plan szatański w swej prostocie.
Status Quo, nasza gildia, pomysł Rozkminka, w końcu zaczęła spełniać swą rolę, blokując ataki na nas. Spotkało się to z dezorientacją niejakiego Proroka, który poprosił, byśmy go nie atakowali... Cóż, czasem brak doskonałej komunikacji wprawia w stan zagubienia i niezrozumienia. A ten pan, przypominam, miał wbić poziom 100 w tydzień xD Pozdrawiam, Proroczku ;*
Kajoj postanowił sobie przejść do innej gildii. Nie odpowiadało mu towarzystwo widać. Zbyt wielka strata to nie była, nie czarujmy się. Złoiłam mu tyłek na arenie! :D
Tym czasem żywych trupów przybywa... RuRa dawno nie oddychał już, tak samo dół naszej gildii. Gdy pojawią się nowi kandydaci, powiemy im papa.
Ubolewam nad małą aktywnością naszej maskoteczki Marmoladki, chłopca o wielkim temperamencie. Tęskni się za nim :( Ehh... Te czasy kłótni z RuRą i Komarem, nie będącym już na s22... Uczcijmy go chwilą ciszy. [*]
Największym szokiem było jednak niezwykle pojawienie się w gildii Acerka i jego Palucha.
Bez pytania, bez wiedzy, tak o... Są.
Rozpoczęła się misja rozeznawsza wśród oficerów, w końcu to dość poważny krok. Niepewni gracze, mogący w każdej chwili odejść... Balans na cieńkiej linie pozycji.
Sprawa zaczęła się znacznie komplikować, gdyż ani Rozkmin, ani Fredor nic o tym nie wiedzieli, co więcej byli równie zdziwieni. Bezimienny też nic w temacie nie wiedział. Strawa stała się jasna - Azaxx.
Żeby pewności stało się za dość, zapytałam również i tego delikwenta. A tu szok - i on nic na temat nie wie...
Sprawa stała się całkowicie jasna. Jestem lunatryczką i to moja sprawka. Musiałam przełknąć smutną świadomość mojego dziwactwa i kulturalnie zaakceptować stan rzeczy. Ach, psychozy me!
Nagle nastąpił zadzwiający zwrot akcji. Bezimienny na czacie napisał coś w stylu "Cześć PALUSZKU". I cisza.
Stąd w oparciu o kilka różnych sytuacji wysnułam dziwną teorię. Skoro Bezimienny to brat Acerka...
Choć nie, to zły trop. Co ma Bezimienny do Palucha?
Chyba, że... Bezimienny to Acerek!
Dumna ze swej teorii nie omieszkałam szukać jej potwierdzenia tudzież zaprzeczenia. Tymi krokami byłam dość oschła... Co zauważył Bezimienny. Po kliku wiadomościach wymienionych z Acerkiem i Bezimiennym wyszło, że miało miejsce "skorzystanie" konta brata z konta drugiego brata. Jestem jedynaczką, nie oceniam. Nie znam konszachtów rodzeństw.
Tak czy inaczej zachwycona zapewnieniem samej siebie co do komlpetności mojego zdrowia (przynajmniej w kwestii lunatyzmu czy rozdwojenia jaźni) rozegrałam z Bezimiennym partyjkę w tysiąca, którą przegrałam z kretesem, a nad gildią znowu zaświeciło słoneczko.
I tak to się toczy... Raz na górze, raz na dole, ale jedno może być pewne. Piwo.
Część jedenasta - Szara gęś na grzędzie
Było dobrze. Bardzo dobrze. Wspaniale! Ale bajki nie ziszczają się,
a to co piękne trwa krótko i jest takie tylko z pozoru.
Szogun, nasz nowy członek, postanowił, że wprowadzi tyranie w
gildii, wyrzuci wszystkich, a przezwiskami, gdy ktoś go upomni –
wypracuje sobie szacunek. Błąd. Po raz kolejny przeze mnie odszedł
wysoki poziom... Starzeję się. Jednak, czy mogłam pozwolić na
wyrzucanie i zastraszanie Żniwiarzy? Atmosfera zaczęła lecieć, na
łeb, na szyję... Co to za przyjemność, gdy pniemy się do góry
po trupach... Własnych trupach...
Jak można się tego było spodziewać, wraz z Szogunem odeszła
Kantar, kobieta do cna bezbarwna, więc nad tym nie ubolewam wcale.
Ale kto to wykazał się tchórzostwem? Brawo! Acerek!
Miałam rację. Odkąd raz się wypiął na swoją gildię oczywistym
się stało, co się dla niego liczy. Egoizm... Za to ja nigdy nie
zawiodę. W własną gildią na dno i na szczyty! Choć rozważałam
rozwiązanie gildii lub posłanie do lepszych gildii na czas
wyciągnięcia poziomu. Tylko to nie w tym rzecz. Osiągnąć sukces
trzeba razem.
Kilka niesprawdzonych zaproszeń sprawiło, że zaczęłam czuć się
zdemotywowana. Bo co w tym dziwnego, gdy wszystko po grudzie...
Za to nadal kocham gildię. Nasi są świetni! Choć byliśmy już na
29 pozycji, teraz też nie jest źle. Chcąc wygrywać, trzeba
nauczyć się i przegrywać. I czy skok nie jest wyższy, gdy mamy
skąd wziąć wyskok?
Jednak nauczyłam się jednego. Po trzykrotnym złym doborze władzy
– nigdy nie dawać oficera pochopnie. I nie dlatego, że jestem
samolubna i nie lubię konkurencji, ale dlatego, że oficerzy
reprezentują nas i nie mogą być to osoby do cna żałosne lub z
dziwnymi, przerażającymi czy toksycznymi aspiracjami.
Droga Żniwiarzy ma kolejny zakręt. Co za nim będzie? Czy jest to
wymarzony szczyt tabeli? Czy kolejny spadek? Zasmakowaliśmy sukcesu,
teraz będzie nie tak łatwo. Choć przecież mamy siebie i zawsze
możemy liczyć na wsparcie. Świadomość możliwości porozmawiania
na przeróżne tematy (np. mrożący krew w żyłach temat z Merihim
o przeróżnych torturach, czy taktyczne rozprawy z Tiennshanem i
Fredorem) daje najwięcej radości. Jaki miałoby sens być samemu
dla siebie, nie dzieląc się przeżyciami z nikim?
Sytuacja nie jest w tej chwili najcudowniejsza, ale nie traćmy
nadziei. Pomyślmy, co możemy zyskać. Z tym wpisem zapowiadam
odrodzenie Żniwiarzy, całkiem innych. Blog zostanie rozbudowany,
pojawi się parę udogodnień i więcej rozrywki. A co najważniejsze:
teraz i pozostali członkowie będą mówić swoim głosem na blogu!
Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Jednak dobra idea zawsze owocuje.
Kronikę Żniwiarzy uważam za chwilowo zamkniętą. Powracam
niebawem z nową szatą graficzną, wykonaną całkowicie
własnoręcznie :)
Część dziesiąta - Rok akademicki
Nikt by się
nie spodziewał takiego zwrotu akcji. Nawet ja, jako przywódca,
zmuszona byłam przestać być przyjaciółką całego świata i
patrzeć na zmumifikowane szczątki graczy, którzy z takich czy
innych powodów opuścili grę bez słowa. Trzymanie ich miało sens
porównywalny z próbą ominięcia deszczu, chodząc slalomem.
Wahałam się przed podjęciem tych drastycznych kroków, jednak
jeden po drugim – trupy zostały wymienione na żywych i pełnych
energii graczy. I tak w naszych szeregach pojawiali się stopniowo
coraz to inni gracze, Marcinho, Daronek, Kajoj, Fredor (strasznie
polubiłam, bo się wypowiada xD), Redli, Pogromca, i iNeer. Nowi
Żniwiarze stanęli na nogi i znów stali się potęgą. Zresztą ten
zabieg opisałam już wcześniej, teraz dopiero wyjaśniłam. Składki
na gildię, wprowadzone po odejściu Acerka zostały na stałe i
okazały się świetnym pomysłem. Czat jest ciągle aktywny, ktoś
na nim jest. Jak dawniej!
Acerek ma
wrócić w niedzielę wieczorem. Taki jest jak na razie plan. Ma też
zabrać ze sobą kolegę, co niestety zmusiło mnie do kolejnego
drastycznego kroku. Jako gildia na pozycji 40 musieliśmy w końcu
utworzyć Akademię. Status Quo idealnie się do tego nadaje, toteż
wystarczy go lekko podbudować, co nieco rozwinąć i cel osiągnięty!
Nie wolno też
zapominać o nowym koledze. Znam się z nim od pewnego czasu,
mieliśmy swoje ciemne interesy... Pewnie to pamięta, a może już
nie? Tak czy inaczej, Szogun, o zaszczytnym poziomie 152 pojawił się
w zastępach Żniwiarzy. Nie czarujmy się: głównie jemu
zawdzięczamy aktualną pozycję, więc należy napisać o nim krótki
poemacik. XD
Szogun
wielki jest jak dąb,
Zadrzesz z
nim, padniesz na dno,
W naszej
gildie się wciąż czai,
Powalając
wnet rywali.
Mówiłam, że krótki. :D
Serce mi się kraje, kiedy myślę, jak podła się zrobiłam, ale...
Z dawnym systemem wzajemnej przyjaźni i przytulania nie stanęlibyśmy
do ataku z BlackApple. A niebawem czeka nas topka. Akademia pewnie
nie będzie wielbiona, no ale cóż. Kocham wszystkie moje Misiaki,
tylko potrzebne nam przedszkole. Skoro Żniwiarze ciągle odsyłają
rekrutów z niczym, pora wpakować ich w jeden worek i w przypadku
polegnięcia jednego z żołnierzy – dać szansę wykazać się
innemu. Dajmy schronienie, zróbmy Akademie!
A co do naszego przyjaciela Gracza 10378643... Udało mu się. Teraz
dumnie prezentuje się w kolumnie epickich ludzi jako KOLDER ŁOKER.
A brzmiał tak profesjonalnie :D
A, właśnie! Przydział do Statusu nie jest według poziomu, a
według produktywności gracza. Gdy poziom przesuwa się z prędkością
ślimaka, dostaje się wiadomość. Oczywiście nie wymagam
powtórzenia sukcesu Bezimiennego, który to do dziś szokuje mnie
prędkością rozwoju, bo jakby zaledwie wczoraj przyszedł do nas
jako dzieciaczek na niziutkim poziomie, a dziś z dumą pręży pierś
na szczytach tabeli.
Tak, nasza gildia pełna jest niezwykłych osób.
Muszę też wspomnieć o Azaaxie, który pomimo jednej wtopy, spisuje
się nieźle. Ale ta wtopa zostanie między mną a nim ;)
Część dziewiąta - Pierwszy dzień Wiosny
Jeśli spojrzeć na los
gildii jak na zjawisko pogodowe, to odejście Acerka, Mefista stałoby
się okresem zimy. Zapasy się kończyły, chłód i
nieporozumienia...
Ale na niebo wzeszło
wiosenne słońce. Z wyjazdu wrócił nasz kochany Marmoladka,
ponownie zachciało się coś robić. A i Rozkmin więcej zaczął
się udzielać. Udana transakcja sprawiła, że zawitał u nas
przyszły ojciec i to na stałe!
Z pierwszymi promieniami
słońca warto zrobić wiosenne porządki. Nie było nic przyjemnego
w trzymaniu w gildii „trupów” nieaktywnych od dłuższego czasu,
gdy można było wziąć się od nowa za nabór ludzi i dać odżyć
gildii. Skład został wymieniony, oczywiście nie cały, konta są
teraz aktywne, a i nawet nowy oficer dostał szansę na wykazanie
się! Oby jej nie zmarnował, potrzeba nam rozsądnego wojskowego,
kierującego gildią z rozwagą.
Tymczasem naszego
Wpierdola spotkała kara i stał się Graczem z numerem seryjnym...
Trzeba trzymać kciuki, by mógł zmienić nazwę na sensowniejszą,
choć osobiście mnie to bawi :D Wybacz, jeśli to czytasz, ale co
będę ściemniać!
Nie minął
tydzień od odejścia Mefista, jak dostałam od niego wiadomość z
zapytaniem o możliwość powrotu. Zgodziłam się, jest jeszcze
miejsce. Ostatnie wolne, niech zasili nasze szeregi. A zrozumieć się
nigdy nie uda Acerka... Który pisał do mnie, choć w sumie po co?
Uświadomiłam mu, że powinien sobie znaleźć przyjaciół w swojej
nowej, lepszej gildii. Chyba nie są zbyt rozmowni...
Tak to toczy
się koło fortuny – raz na dole, raz na górze, nigdy na samym
dnie. Dlaczego? Bo Żniwiarze górą!
Kocham tą
gildię. Niepowtarzalną atmosferę i zlepek różnych charakterów...
Od wybuchowych Marmoladki, Komaresa i RuRy, przez opanowanego i
spokojnego Bezimiennego, aż do przyjacielskiego Rozkmina i
inteligentnej Merihim...
I Azaxxa,
naszego nowego, oficerskiego nabytku.
Wiecie co?
Mefisto wrócił...
Część ósma - Rozpad Wielkiej Trójki
Chyba każdy z nas wie, że
gdzie pojawia się zalążek przyjaźni – tam i zjawiać będą się
spory. Dając zbyt duże pole manewru oficerowi, dostałam nauczkę.
Zakończyło się całkowicie tragicznie w skutkach... ale gdy jest
wojna, to są i straty. Może zacznę od początku sprzeczki.
Po pojawieniu się na s&f
zauważyłam pocztę. Odnośnie składek gildyjnych. Nie irytowałabym
się może tym tak bardzo, bo było coś o nich wcześniej
wspomniane, lecz gdy przeczytałam wiadomość... Włos na głowie mi
się zjeżył. Rozumiem, składki typu 5 godzin warty, to fizycznie
możliwe, ale według naszego ówczesnego oficera, pana Acerka,
wpłaty powinny niemal przekraczać tygodniowy zarobek co niższych
poziomów. Nic więc dziwnego, że jako władca, który dowiedział
się o składkach po fakcie ich ogłoszenia, zirytowałam się.
Najpierw zareagowałam dość spokojnie, pytając, czy to aby nie
przesada. Jednak nie lubię gdy ktoś każe mi się zamknąć, więc
od słowa do słowa – Acerek się obraził, odszedł z gildii,
mając czelność mówić, że to nie zdrada bardzo szybko doszedł
do innej gildii. Wszystko to wyglądało na ukartowane, zaplanowane,
przynajmniej w moim odczuciu. Niezależnie od tego, czego by nie
napisał: podejrzanie szybko to wszystko się rozegrało, jeszcze
szybciej ucichło. Jako, że był on naszym drugim najwyższym
poziomem, gildia odniosła stratę w sile, jednak już jako tako
zamortyzowaliśmy stratę.
Bezimienny stał się w
moim odczuciu już głównym oficerem, rangą równym Rozkminowi, a
ataki ponownie przynosiły efekty. Z niewiadomych przyczyn i bez
słowa odszedł też Mefisto.
Czarne chmury zaczęły
wisieć nad Żniwiarzami....
Część siódma - Biały gołąbek
Uprzedzenia to poważna sprawa. Czasem jeden wybryk potrafi nieźle namieszać w świecie relacji... A czasem trzeba po prostu wsadzić własne fanaberie w kieszeń i pogodzić się z dawnym znajomym.
I to właśnie zrobiłam, bo pomimo zachowania WiDy, kiedyś dobrze nam się rozmawiało, był nawet oficerem... Tak czy inaczej, WiDe "wywołałam z lasu" i ponownie zasilił szeregi Żniwiarzy.
Tymczasem gildia zaczęła mieć problemy z miksturkami... Brak odpowiednich napitków dał się zauważyć drastycnym spadkiem formy, co więcej, wykończenie eliksiru nieśmiertelności, zwanego potocnie Gołąbkiem, sprawiło, że przywódca gildii spadł w rankingu o 200 pozycji. Powoli odrabia...
Jednak lochy szły świetnie, pierwsze, drugie, trzecie... Przeciwnicy znikali pod potężnymi uderzeniami członków, a wraz z tym i trener wraz ze skarbcem wzrastały.
Sielanka musiała zostać jednak zburzona. Pojawił się w naszych szeregach swego czasu niejaki Suchyanol2, przez niektórych czytany jako Anal, co było dość niegrzecne, acz... No taka ksywka sama się prosi, czyż nie?
Aczkolwiek wróćmy do tematu głównego. Suchy postanowił zwyzywać szefa za wiadomości gildyjne, przecież do wszystkich można wysłać grupową, ale jaśnie pana ominąć treba. Nie wpłacał, nie bronił.... Nie udzielał się. Po kolejnych obraźliwych słowach na czacie, oficerzy się wkurzyli. Acerek dał ostreżenie, potwierdzone i później na poczcie z imienia Adelei, a Wpierdol nie wytrzymał i dał buta. Pewnie Próbowałabym coś załagodzić, ale po co nam ktoś robiący na siłę kwas, bo uważa się za pana świata?
Temat został ucięty, a teraz cekamy jak na wybawienie na wyższe poziomy.... Choć dwa.
I tym raem Żniwarze wyszli obronną ręką z problemu, a i nawet Mefisto zaczął się udzielać. Jak miło :D
A gdy szczyty tabeli nastaną, stanie się pokój xD
I to właśnie zrobiłam, bo pomimo zachowania WiDy, kiedyś dobrze nam się rozmawiało, był nawet oficerem... Tak czy inaczej, WiDe "wywołałam z lasu" i ponownie zasilił szeregi Żniwiarzy.
Tymczasem gildia zaczęła mieć problemy z miksturkami... Brak odpowiednich napitków dał się zauważyć drastycnym spadkiem formy, co więcej, wykończenie eliksiru nieśmiertelności, zwanego potocnie Gołąbkiem, sprawiło, że przywódca gildii spadł w rankingu o 200 pozycji. Powoli odrabia...
Jednak lochy szły świetnie, pierwsze, drugie, trzecie... Przeciwnicy znikali pod potężnymi uderzeniami członków, a wraz z tym i trener wraz ze skarbcem wzrastały.
Sielanka musiała zostać jednak zburzona. Pojawił się w naszych szeregach swego czasu niejaki Suchyanol2, przez niektórych czytany jako Anal, co było dość niegrzecne, acz... No taka ksywka sama się prosi, czyż nie?
Aczkolwiek wróćmy do tematu głównego. Suchy postanowił zwyzywać szefa za wiadomości gildyjne, przecież do wszystkich można wysłać grupową, ale jaśnie pana ominąć treba. Nie wpłacał, nie bronił.... Nie udzielał się. Po kolejnych obraźliwych słowach na czacie, oficerzy się wkurzyli. Acerek dał ostreżenie, potwierdzone i później na poczcie z imienia Adelei, a Wpierdol nie wytrzymał i dał buta. Pewnie Próbowałabym coś załagodzić, ale po co nam ktoś robiący na siłę kwas, bo uważa się za pana świata?
Temat został ucięty, a teraz cekamy jak na wybawienie na wyższe poziomy.... Choć dwa.
I tym raem Żniwarze wyszli obronną ręką z problemu, a i nawet Mefisto zaczął się udzielać. Jak miło :D
A gdy szczyty tabeli nastaną, stanie się pokój xD
Część szósta - Kwestia Honoru
Każda gildia do czegoś dąży. Jedni
do znalezienia sobie miliona wrogów, inni zaś szukają przyjaźni,
chwały... Są też tacy, jak i my.
Mottem Żniwiarzy od dłuższego czasu
jest już: 'Ku szczytom tabeli!'i tego się raczej trzymamy. Jak na
razie, jak na słabeuszy (no cóż, nadal nie jesteśmy megamocni
poziomami), osiągnęliśmy pierwszą setkę i to w wielkim stylu...
80 pozycja. Brawo!
Przyznać się muszę jednak, że
jestem złym wodzem... Mój własny konflikt z przywódcą
ThisIsSparta, który rozpoczął się, gdy tam byłam, powrócił na
pierwszy plan. Dlatego też kolejnym atakiem, choć nie przynoszącym
dużo czci, stał się atak na gildię Bosmana.
Wynik nie zaskoczył nikogo. Nawet
marny 65 poziom, który sobą reprezentuję, zmiótł 83 poziom
mojego nemezis. Ale nie o tym miałam mówić...
Konflikt z Bosmanem sięga czasów, gdy
jeszcze darłam koty z Rozkminem. Nikt mi nie zarzuci, że byłam
niewygodna w ThisIsSparta. Doradzałam przywódcy i nie powiem –
trochę werbunku mi zawdzięczał. Oddawałam złoto, a w podzięce,
kto inny dostał oficera – bo miał wyższy poziom. Po odejściu z
gildii chyba uświadomił sobie, że trochę tam wnosiłam, bo
zaatakował marną, kilkuosobową reprezentację Żniwiarzy, po czym
mój ok 30 poziom zaatakował swoim 70 kilka razy, co w gruncie
rzeczy straszne nie było. Spadłam o wielkie zero punktów czci.
Straszne. Za to zabolały obelgi i wyśmianie nowej gildii. Może to
właśnie dlatego aż tak się spięłam i to, co w tej chwili sobą
reprezentujemy jest połowicznie zasługą Bosmana?
Tak czy owak, jestem dumna z cudownej
ekipy, która wraz ze mną pokazała Bosmanowi, kto tu jest silny.
Bo tak na prawdę nie tylko 'ku szczytom tabeli', ale i z twarzą.
Część piąta - Wiele krzyku
ŻMarmoladka to człowiek
porywczy. Targają nim silne emocje, podchodzi niezwykle żywiołowo
do choć odrobinę odbiegających od normy sytuacji i ma tendencje do
zadawania zagadek na forum publicznym. Oczekuje na nie szybkiej,
poprawnej odpowiedzi, która niekiedy jest dość trudna do
odnalezienia. Trochę przy tym nie panuje nad słownictwem i może
przesadza...
Tak to Marmoladka
zirytował RuRę. Od słowa do słowa – pokłócili się
śmiertelnie i zaczęli się atakować. Jeden skarżył na drugiego,
z płaczem, prośbami o wyrzucenie, ba! Nawet i szantaż był! Po
kilku epitetach typu „jesteś głupszy od piątoklasisty”, RuRa
podjął drastyczny krok i odszedł ze Żniwiarzy.
Zanim do tego doszło,
starałam się wyjaśnić konflikt, gdyż Marmoladka nie przyznawał
się się do pisania wiadomości na poczcie prywatnej i atakowania
kumpla. Jednak tamten skasował już powiadomienia i nic nie dało
się udowodnić. Do dziś nie wiem, jak było na prawdę, ale w
związku z kolejnymi epizodami, uznałam, iż nasza gildyjna
maskoteczka Marmoladka, poprawiający humor samym faktem istnienia,
mówił prawdę.
Tymczasem gildię zasilił
brat RuRy – Komar. Wyglądał normalnie, zachowywał się też
dobrze... Coś mu tam nie pasowało, zauważył to Wpierdol. W
międzyczasie trzeba było usunąć Snowa, który zwyczajnie przestał
wchodzić do gildii i po interwencji Morfeusza nie powrócił, wisiał
jedynie zawieszony między „jestem” a „mnie nie ma”. Wpierdol
miał usunąć zaproszenie, ale zakłócenia na linii telefonicznej
spowodowały, że wyleciał właśnie Komar. I zaczęła się
wojna... Choć wyrzucony od razu powrócił, wojna z głównym
oficerem (taką finkcję sprawuje Wpierdol), rozgorzała na amen. A
wiadomo – walki z systemem nikt nie wygrał. Zatem Komar ponownie
został bez gildii, wykopany.
Po ochłonięciu zarówno
on, jak i jego brat powrócili do gildii. Zobaczymy, jak sprawować
się będą tym razem...
Część czwarta - Nie wywołuj WiDy z lasu....
Piękne dni nastały dla
gildii. Panowała ogólna zgoda, spokój... Ataki były zwycięskie,
rozmowy na czacie kwitły, złoto wpływało bez przymusu i lekką
ręką... Zjawił się Acerek, wpłacający grzyby, co było dla nas
niezwykle pomocne... W końcu nie można w nieskończoność tkwić
na tym samym poziomie skarbca i trenera. Aż chciało się żyć!
W końcu na konto
Żniwiarzy wpłynęło wystarczająco dużo złota, by zaatakować
lochy. Zostałam zmuszona do zebrania się w sobie i pokonania
magicznej bariery 50 poziomu... Wykonałam to dość szybko, chyba w
dwa dni, nie pamiętam dokładnie. Marmoladka, nasz ulubiony,
przezabawny członek mający setki różnych problemów (o tym w
części piątej), oraz inni, co agresywniejsi Żniwiarze, zaczęli
wypytywać o lochy. Chciałam już je kliknąć, gdy WiDa, jeden z
nowych „nabytków” odezwał się rozsądnym głosem, by zaczekać.
Nie miało sensu porywanie się z motyką na słońce, gdy nie
byliśmy pewni wygranej, nasz skład był niepełny. Ponadto
pośpiech nie jest wskazany przy racjonalnym zarządzaniu gildią.
Miał rację. Został
awansowany i przydzielony do zarządzania lochami. Co nie
przeszkadzało pewnej dwójce się pieklić mimo to, w końcu jednak
im przeszło. Zapanował znowu spokój.
Aż do pewnego mrocznego
zalogowania.
Jak zwykle weszłam do
gildii i tam od razu jeden z komunikatów przykuł mą uwagę: „WiDa
opuścił gildię”. W pierwszej chwili spanikowałam. Czyżby
powtórka z rozrywki? Morfeusz dwa?
Ale nie. WiDa
postanowił w dniu obrony przed silnym wrogiem przejść do gildii
kumpla, wyciągnąć sobie poziom, bo więcej trenera i skarbiec
rozwinęli. Powiedział, że sobie wróci. Ale towarzyszy broni nie
zostawia się ot, tak. Zwłaszcza w obliczu nieuniknionej klęski...
Tym niezapowiedzianym
odejściem zagwarantował sobie odejście na zawsze.
Część trzecia - Dwie Gildie
Czas po przewrocie dokonanym przez
Morfeusza płynął dość leniwie. Przywitaliśmy w swych szeregach
sporo nowych osób, aż nagle się zdziwiłam. Stary skład niemal
cały odszedł! Ci pierwsi Żniwiarze, ci, których poznawałam z
uśmiechem na twarzy, z którymi żartowałam i poważnie
rozmawiałam, rozpryśli się jak bańka mydlana. Ot, tak!
Powodowana wewnętrznym odrętwieniem,
mieszanką wściekłości i rozpaczy, napisałam do Rozkmina, o co
chodzi. Okazało się, że nie jest to rodzaj wrogiego wybiegu, a
jedynie zwolnienie miejsca i nowa taktyka. Druga gildia, pracująca
dla nas, z naszymi. Wystarczyło uskładać na zaatakowanie gildii
głównej i voila! Dziesięć godzin zablokowania dla ataków innych.
Plan genialny w swej prostocie, jednakże awykonalny. Tak niskie
poziomy, jakie tam się znajdowały, z nierozwiniętym trenerem i
skarbcem latami zbierałyby na atak, zwłaszcza, że Żniwiarze
jawili się niczym słońce na pozycjach sto-którychś. Plan umarł
więc dość szybko, ale popularność gidii stała się
przerażająca, co dzień napływały prośby o przyjcie: Komar, jego
brat RuRa... Wiele innych również. Niskie poziomy zostały w Status
Quo do dzisiaj. Ostatecznie uchwalona została decyzja, że sensowne
by było rozwinięcie nieco gildii, więc
Cynamonka przerzuciła złoto”za granicę”. Teraz Status Quo
pełni rolę niczego innego jak swego rodzaju przedszkola dla niskich
poziomów. A żeby było zabawniej... Zaprosiliśmy tam Morfeusza!
Część druga - Wilk o niskim poziomie
Morfeusz zagadnął nieśmiało na
poczcie. Poza rażącą gramatyką i nieco nieokrzesaną ortografią
jego mieszanina polskiego i angielskiego urzekła mnie w
wystarczającym stopniu, by go przyjąć do gildii. Prezentował się
marnie... Ledwo ponad 10 poziom, choć zarzekał się, że wbija
poziomy najszybciej na serwerze... Jednak jak wiadomo, każdy
zasługuje na szansę. A Żniwiarze już taką szansę dawali.
Ponieważ były wolne miejsca, a nic nie stało na przeszkodzie –
Morfeusz dostał ciepłe miejsce z wysokim procentem i możliwością
wypowiedzenia się na forum. Szczególnie głębokie myśli to nie
były, ale nie musiał od razu być krasomówcą lub wielkim
myślicielem typu Freud... Tak więc Morfeusz umilał czas na czacie,
rósł w siłę, aż w końcu jego potęga nie znała granic. W końcu
20 poziom to coś godnego pozazdroszczenia! Tak zapewne uważał, bo
gdy zapytałam na forum, kogo by przydzielić do jakiej funkcji
(ówcześnie nie mieliśmy oficerów oprócz Rozkmina), abym nie
musiała całymi dniami interesować się wszystkim w gildii.
AjKenFlaj, jako nasz najwyższy poziom gildyjny, postanowił zająć
się atakami. Morfeusz, jako dorównujący mu potęgą (AjKenFlay w
chwili dołączenia miał 70 pzm), postanowił być rekruterem.
Został szybko przeszkolony, jak plus minus zachęcać ludzi, czego
nie omieszkał skopiować i wklejać w wiadomościach do innych osób,
po czym, niestety rozczarował się... Odpowiedzi nie nadchodziły z
prędkością światła, ba, wcale nie nadchodziły! To aż dziwne
przy spamie... Być może wtedy to w jego głowie narodził się
genialny plan, który postanowił wcielić w życie.
W okamgnieniu Morfeusz usunął z
gildii wszystkich zbędnych ludzi, mających czelność być w
okolcach poziomu 40, po czym sam zniknął, rzucając się do innej
gildii. Ale do tego wrócimy później.
Jestem dumna z siebie. Wiem, kogo mam w
gildii i szybko odnalazłam wyrzuconych. Nie minęły 24 godziny, jak
byliśmy w komplecie. A Morfeusz...
Postanowiłam zapytać naszego geniusza
o powód, dla którego wykonał taki manewr. Odpowiedź zaskoczyła
mnie niezmiernie... Morfeusz napisał: „Nie wiem”.
A Żniwiarzom tego się nie robi.
SCYZORY, nowa gildia byłego oficera, miały niezwykle ciekawego
przywódcę, z którym to wdałam się w rozmowę. Powiedziałam, jak
to nasz Morfi sobie pograł, zawarłam sojusz, po czym wcześniej
wspomniany wyleciał na pysk. Morfeusz, nie przywódca, rzecz jasna.
Chłopczyna znalazł sobie kolejną
gildię, ale, niestety, również ją odnalazłam, co było okropnie
trudne... Opinia o zdrajcy i tam dotarła.
W tym czasie jednak działy się
rzeczy, mające wpływ na dalsze losy Morfeusza...
Część Pierwsza - Byli sobie Żniwiarze
Zasadniczo nikt nie wie, skąd wzięli
się Żniwiarze... Jedni głosili, że ich założyciel wyłonił się
z gęstej, piwnej piany, niczym Venus, rodząca się z morza, inni
zaś uparcie twierdzili, iż raczej sam Diabeł maczał w tym
palce... Tak czy owak, nie cofamy się w tej historii do puenty
poczęcia założyciela, gdyż prawdy na pewno nie dojdziemy.
Opowieść rozpocznę więc od chwili,
gdy Adelei, czyli ja, została napadnięta przez pewnego mrocznego
Żniwiarza. Nie byłoby w tym może i nic nurtującego, przecież
znamy wszyscy realia shakes&fidget... Jednak atak ten powtórzył
się i to nie raz. Nic w tym dziwnego, że musiał zostać odparty i
w końcu, po wielu trudach, misjach, zwiedzaniu lochu i codziennym
odwiedzaniu zbrojowni, po łykani wątpliwej świeżości eliksirów,
stało się coś niezwykłego... Dotąd przegrywająca zwiadowczyni
pokonała Rozkmina (gdyż nim w istocie był ów Żniwiarz). Do czasu
tego wiekopomnego wydarzenia pomieszkiwałam sobie w ThisIsSparta,
jednak gildia ta była raczej nieciekawa, nic się w niej nie działo,
najbardziej zaś zapamiętanym zdaniem przywódcy był śmiały,
kontrowersyjny, a nawet dość infantylny wywód: „ok”. Nic więc
dziwnego, że ostatecznie przystałam na propozycję Rozkmina, który
w uznaniu dla mojej przeogromnej potęgi postanowił zaproponować mi
dołączenie do swej grupy. I to nie byle jakie! Od razu dostałam
przywództwo i mogłam pławić się w luksusach władzy iście
królewskiej... Pamiętam, jakby to było dzisiaj... Nasz skład:
Cynamonka, Epicki, Legion, Wpierdol, Scheiβe,
Skäran, Rozkmin, bracia Parobasy...
Jednak
mojemu byłemu władcy nie spodobał się taki stan rzeczy. Dotąd to
ja podpowiadałam mu, co powinien zrobić, a on zaszczycał mnie tym
jakże wiele znaczącym „ok”, nie honorując nawet funkcją
oficera... W Żniwiarzach rozwinęłam skrzydła, wraz z Wpierdolem
wszybko wznieśliśmy się z niemal samego dna ku szczytom tabeli...
Uznał mnie za dobry wybór, co będę pamiętała do końca
istnienia. I tak zaczęli do nas dołączać Amexia, Slazyk, Radzik i
wielu innych. Nasza pozycja wciąż rosła, co nie było takie
dziwne, w końcu przybywało nas.
Aż
pojawił się Morfeusz.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)