Spodziewały by się ktokolwiek, że dwie wrogie frakcje nauczą się być jednym organizmem? Okazało się to nad wyraz owocne, jednak, gdy tak spogląda się z oddali na niegdysiejszą potęgę - TELMON, świecącą teraz pustkami, plączącą się na pozycjach od trzystu do dwustu... Łza w oku się kręci... Choć gdzie chwała, tam i popioły, w końcu to na prochach czegoś z przeszłości rodzi się coś nowego.
Byli oficerowie opuszczonej gildii sprawują teraz swoje urzędy i w Żniwiarzach. Wyszło to całkowicie przypadkiem, po prostu, jak wiadomo, w gildii lubimy mieć odpowiednich ludzi na odpowiednich miejscach. Im więcej w głowie tym większa szansa na awans. Nie za wpłacone złoto. Nie za grzyby. Za olej.
Liczne awanse, mające miejsce ostatnimi czasy, spowodowały, iż mamy prawdziwy rozkwit oficerstwa. O dziwo, sądzę, że jeszcze jedna osoba zasługuje na awans. Ale cicho... Jeszcze o tym nie wie...
Wojny, płacze, śmiechy, panika.... To ostatnie ogólnie za moim udziałem, mają coraz częściej miejsce w murach gildii. Nawet dorobiliśmy się nemezis, którego trzeba profilaktycznie gnębić. Mamy na nich własną nazwę, której z szacunku do czytelników nie przytoczę (w sumie jeszcze ktoś z wrogów mógłby to przeczytać, a jawnie działać nie jest tak zabawnie), aczkolwiek rymuje się z "Napiwki". Przez ciągłe atakowanie nas, gdy prowadziliśmy akcje pomocniczą dla Rosario to Vampire, mającą na celu polepszenie warunków bytowych w ich gildii poprzez uśmiercenie kilku potworów. A nasi ulubieńcy atakowali gildię jak oszalali, jakby... zdziczeli. Jednak oliwa sprawiedliwa. Delegacja w blasku chwały powróciła do domu, a odwet stał się już nieunikniony. I wiecie co? Bawi mnie to, że sami nie przemyśleli sytuacje i porwali się na nas. Oj, to zdziwionko....
Marcioch - jedna z przedstawicielek płci pięknej w naszej gildii (wybaczcie, chłopaki), aktualnie sprawująca funkcję oficera, jest dla mnie kolejną pozytywną bohaterką Żniwiarzy. Dziewczyna wie, co robi, jest aktywna i do tego przyjemnie się z nią pisze. Osobowość na miarę naszej gildiii! Przemilczeć też nie mogę faktu, że nasz Fredorek ostatnio odrobinkę ma ciężko w życiu... Po pomyśle konkursu weekendowego na zdobycie największej ilości punktów chwały, w którym to sponsoruje główną nagrodę (30 grzybków), wpadł na odrobinę mniej genialny (a może i bardziej?) pomysł zrobienia wyborów najlepszych cycków Żniwiarzy. Gdyby nie ograniczenie, co do płci uczestników, mogłoby to być dość ciekawe. Ach, Fredor, kochamy Cię! Yosif wykazuje się coraz bardziej, ostatnio nawet organizuje nam posiłki na pokonanie lochów. Wiem,wiem, zapuszczamy się... W naszych podziemiach tyle "robactwa" się zalęgło, a my jakoś nie możemy się zebrać, by przegonić wszystko. Można nas w sumie rozgrzeczyć - zamieszkujemy gildię niecałe pół roku, najpierw musieliśmy dopracowywać elewację, ogólną prezencję, a teraz bardziej sława się dla nas liczy, bohaterskie czyni, a nie jakieś wyganianie irytujących Szkieletów i innych takich z podziemi... Systematycznie jednak sprzątamy.
Sojusze poszły w ruch. Odkąd zawarliśmy porozumienie ze Śmiercionośnymi, tylko raz zjawił się kwas, na szczęście poprzez rozmowę koronowanych głów, mającej miejsce pewnego Halloweenowego wieczoru - wszystko wyszło na prostą. Owocem pomocy uciśnionym z RTV, zawiązaliśmy, oczywiście po konsultacji z Piorasem - porozumienie na zasadzie sojuszu. Udało nam się również dogadać z Sypialnią Korneli, z czego niebywale się cieszymy. Wiadomo, im nas więcej w porozumieniu, tym łatwiej grać i dobrze się bawić!
Tymczasem w otchłani poczty pojawiła się wiadomość ostrzegawcza od pewnego, jeszcze wtedy anonimowego, Posępnego Zapinacza. Uprzedził nas, co grozi za blokowanie ataków, grzmiący głos sprawił, iż nie jeden śmiałek położył po sobie uszy, zdruzgotany potęgą władczego basu.... Ataków zaprzestaliśmy, i, co za ironia, nasza pozycja w społeczeństwie skoczyła o dwa oczka w górę. Teraz śmiejemy się z naszych nemezis z jeszcze wyższego schodka. Jednak czasem życie to bajka - chciałoby się rzec. Tylko zawsze coś musi się zepsuć w najmniej oczekiwanym momencie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz